W ostatnich kilkunastu godzinach media podchwyciły temat rzekomego trollowania ISIS, do czego na Twitterze namawiają wszystkich użytkowników „Anonimowi”. Tak naprawdę nic do tej pory z tego nie wynikło i nie wyniknie, dopóki, dopóty Anonymouse na poważnie nie włączy się do walki z terrorystycznymi organizacjami i nie zacznie na szeroką skalę współpracować z organami policyjnymi.
 
Organizowane kampanie na Facebooku, Twitterze czy Instagramie, które za pomocą filmów, zdjęć lub memów mają na celu „zaatakowanie” (czyt. trollowanie) terrorystów i uchodźców powiązanych z IS, tak naprawdę to pomysł całkiem idiotyczny, a skutek tego może być wręcz odwrotny do zmierzonego. My, Europejczycy będziemy bić brawo na wieść o kolejnych fejsbukowych kampaniach internetowych wymierzonych w przestępców, a tymczasem prawdziwe zło czai się niczym w mordorze czekając na dogodny moment, by po raz kolejny podnieść swój łeb i zaatakować, ale zaatakować naprawdę i ugodzić od czasu drugiej wojny światowej na skalę dotyczą niespotykaną (por. Islamiści szykują się do ataku bronią masowego rażenia na Europę. RAPORT Parlamentu Europejskiego).
 
Anonimowi „walczą”
 
Grupa Anonimowych nawołuje społeczeństwo, by 11 grudnia 2015 roku organizowało na własną rękę masowe trollowanie ISIS za pomocą rożnych materiałów graficznych i filmowych oznaczonych tagami #Daesh i #Daeshbags. Słowa te są bardzo nielubiane przez członków IS i oznaczają mniej więcej „zdeptać”, "zgnieść", "zmiażdżyć", "zniszczyć" – krótko mówiąc, nie nazywają wprost rzeczy po imieniu, a więc samozwańczego islamskiego kalifatu państwem islamskim, czemu terroryści tak stanowczo się sprzeciwiają, iż każdemu kto wypowie głośno te słowa obiecują obciąć język.

Sami Anonimowi są powiązani z grupą GhoscSec, która ma na celu cyberwojnę z islamskimi zastępami ekstremistycznymi, np. Daesh, Al-Kaida, Al-Nusra, Boko Haram i Al-Shabaab, ale także wspierają walkę z obrzydliwą zwierzęcą i dziecięcą pornografią. Zaiste, cel bardzo szczytny, ale co do tej pory udało się Anonimowym ugrać? 


 
1. Zablokowano (kilka)naście mniej lub bardziej ważnych stron internetowych siejących propagandę w internecie i darknecie.
 
2. Zidentyfikowano kilkaset lub co najwyżej ponad tysiąc kont na profilach społecznościowych FB, Twitterze i innych, które należały, nadal należą lub mogą należeć do terrorystów lub osób podejrzanych o terroryzm. Jak na razie jedyna oficjalna lista zidentyfikowanych kont znajduje się pod tym linkiem i liczy 900 rekordów. A rzekome doniesienia medialne o zablokowanych kilku tysiącach kont są wyssane przez media z palca i nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
 
3. Powstało nawet specjalne narzędzie opracowane przez GhostSec pozwalające każdemu użytkownikowi w szybki i łatwy sposób przesłać informacje o podejrzanym o terroryzm profilu internetowym.
 
I w zasadzie to już wszystko.
 
Niestety, ale zamieszanie zrobione wokół Anonimowych to tylko niefortunne nieporozumienie i przypisywanie tej grupie niekoniecznie mających odzwierciedlenie w rzeczywistości faktów. Jakby tego było mało, Anonimowym nie podoba, że za siecią CDN (Content Delivery Network) CloudFlare ukrywa się co najmniej 40 witryn internetowych, które linkują do stron o tematyce terroryzmu. Na te zarzuty odpowiedział Matthew Prince, CEO CloudFlare i stwierdził, że jego firma jest gotowa do współpracy z organami federalnymi, dodał też, że sama strona internetowa jeszcze nie stwarza zagrożenia. Jak to określił -

„A website is speech. It is not a bomb.” - Matthew Prince, CEO CloudFlare

AUTOR:

Adrian Ścibor

Podziel się