W dzisiejszym artykule opiszę powody, dla których cyberprzestępcy chcą przejąć kontrolę akurat nad Twoim komputerem i dlaczego nie warto pozostawiać komputera bez ochrony.

Komputer, uruchamiany każdego dnia, zdaje się być łatwym kąskiem dla typowego cyberprzestępcy. W dzisiejszych czasach, na komputerze załatwiamy wszystkie sprawy: robimy zakupy, dokonujemy przelewów z banku, rozmawiamy ze znajomymi przez Skype bądź po prostu oglądamy filmy tworząc atmosferę domowego kina. Nie każdy użytkownik, nie każdy tata, nie każda mama rozumie zagrożenie infekcji komputera. Dla ludzi którzy z komputera korzystają bo jest 'wygodniej', pojęcia takie jak malware, phishing czy keylogger nie robią wrażenia, a wynika to z braku wiedzy. Wykorzystajmy typowego "Kowalskiego" jako przykład.

Pan Kowalski korzysta z komputera dość często. System być może i jest legalny, lecz bez oprogramowania antywirusowego. Bo przecież proste myślenie wystarczy - po co płacić za coś co się nie przydaje? Odwiedzanie stron internetowych - przecież wirusy nie pojawiają się nie wiadomo skąd, przecież je trzeba uruchomić samemu żeby działały... BŁĄD. Wystarczy luka w systemie zabezpieczeń strony internetowej, aby potencjalny atakujący wstrzyknął złośliwy kod. 

Co można przez to rozumieć? 

Atakujący chce dobrać się do kontroli nad jak największą ilością komputerów. Dlatego atakuje stronę, korzystając z jej słabych ogniw (słabo zabezpieczone filtrowanie składni SQL, błędy w kodzie PHP pozwalające na dodawanie własnego kodu HTML/Javascript). Tam też dopisuje bądź tworzy nowy kod, który wykorzystując błąd lub niedociągnięcie programisty, samej przeglądarki czy też któregoś z pluginu (Java, FlashPlayer), który automatycznie pobierze i uruchomi konia trojańskiego. Nierealne? Każdego dnia w internecie pojawiają się setki, jak nie tysiące, złośliwych stron które zawierają w sobie kod wykorzystujący błędy w popularnych programach. Nawet użytkownicy takich przeglądarek jak Chrome czy Opera są narażeni na infekcję, bo nie będą nawet świadomi czy plugin z którego korzysta przeglądarka jest dziurawy.

Powróćmy do pana Kowalskiego. Odwiedza on strony na których znajdują się sklepy internetowe z odzieżą, atrakcyjne ceny przykuwają uwagę, a graficzne wykonanie strony to wisienka na torcie. To widzi pan Kowalski. A atakujący, wykorzystując słabe zabezpieczenia tego serwisu internetowego, osadził swój kod w stronie. I mimo tego że strona pięknie i prężnie się prezentuje, to zamienia się w zarażający wirusami śmietnik.

Sama droga infekcji dla cyberprzestępcy jest dość wymagająca - potencjalna ofiara ma myśleć że jest bezpieczna, podczas gdy w tle dochodzi do uruchomienia kodu i przejęcia komputera. Najważniejsza zasada dla atakującego - wszystko musi być ukryte przed użytkownikiem.

AUTOR:

Adrian Ścibor

Podziel się