Badacze z zespołu Gen Digital (to spółka powstała z firmy NortonLifeLock, czyli dawnego Symantec po jego połączeniu z Avast – historię tę opisywaliśmy w tym miejscu) we wpisie na swoim blogu przedstawili analizę ataków na narzędzia sztucznej inteligencji. Wniosek jest dość oczywisty i od początku nagłego rozwoju AI można było podejrzewać podobny scenariusz: złośliwe oprogramowanie kradnące dane (infostealer) do listy swoich „zainteresowań” oprócz haseł zapisanych w przeglądarkach czy portfeli kryptowalut dodało lokalne katalogi powiązane z narzędziami takimi jak Claude, Codex czy Gemini.
Jak podano, w ciągu trzech miesięcy telemetria wbudowana w system Windows zarejestrowała dziesiątki tysięcy ataków z użyciem malware Amatera i Remus. W przypadku systemu macOS (równie chętnie wykorzystywanego przez programistów) zauważano analogiczne działania realizowane przez malware Djinn Stealer.
Zakres danych zdobytych w udanym ataku może być wręcz krytyczny. Narzędzia AI mogą operować bezpośrednio na lokalnie sklonowanych repozytoriach Git i „rozwiązywać” napotkane przez zespół programistów problemy czy też dodawać kolejne funkcjonalności. Istnieje szansa, że w zapisie konwersacji z danym modelem znajdą się szeroko rozumiane uwagi dotyczące bezpieczeństwa aplikacji, co dla atakujących może stanowić wartościowe źródło informacji.
Kolejny problem to przesyłanie w ramach rozmowy z agentem dostępów i poświadczeń do innych usług. W poważnych projektach takie dane powinny być zapisane w plikach konfiguracyjnych i pozostawać poza zakresem wiedzy czy dostępu AI, natomiast praktyka bywa zwyczajnie różna.
Rosnące znaczenie AI w rozwoju oprogramowania wiąże się z wykorzystaniem działających lokalnie narzędzi, które poprzez integrację ze środowiskiem użytkownika są w stanie znacznie przyspieszyć proces tworzenia aplikacji. Wciąż do ich obsługi wymagana jest obecność doświadczonych specjalistów – przynajmniej dla tych bardziej złożonych projektów, bo pojedyncze aplikacje już teraz każdy może wytworzyć we własnym zakresie – natomiast i oni do opracowania pewnych powtarzalnych funkcjonalności zaczynają polegać w całości na agentach AI. Jest to oszczędność czasu, co dla klienta oznaczać może mniejsze koszty wytworzenia zamówionego oprogramowania.
W teorii wszystkie strony powinny odnosić korzyści związane z użyciem AI. Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek i nie traktować rozwiązań przekazanych przez sztuczną inteligencję jako jedyne właściwe podejście do danego problemu.
Nie oznacza to jednak, że można całkowicie pomijać narzędzia AI w codziennej pracy czy też kwestionować ich zastosowania. Szeroka wiedza informatyczna jest rzecz jasna istotna. Jednak brak doświadczenia pracy z popularnymi rozwiązaniami AI może okazać się problematyczny w kontekście zmiany zatrudnienia czy awansu. Historie podobne do tej z poniższego wpisu prawdopodobnie zaczną się powtarzać.
Wczoraj rozmawiałem ze starym znajomym, managerem IT, w pewnej firmie.
Cały kod piszą za pomocą AI – ani linijka kodu nie jest napisana ręcznie. Projekt nowy.
Ale nie to jest najciekawsze.
Wykrusza mu się zespół z osób, które nie chcą tak pracować – wolą pisać kod ręcznie.
Uświadomiło mi to, jak wielką rewolucje przechodzi nasza branża. I nie chodzi o zwolnienia, ale o totalną zmianę stylu pracy.
— FinansowyUmysł (@FinansowyUmysl) September 9, 2026
Klientom zaczyna zależeć też na różnych integracjach z istniejącymi publicznymi modelami, więc ogólne zrozumienie działania AI będzie zdecydowanie pomocne.
W codziennej pracy należy zwracać uwagę na treść naszych promptów. Nie powinny one zawierać jakichkolwiek dostępów do zewnętrznych usług czy środowisk. Złośliwe oprogramowanie nie pojawia się przypadkiem, tylko jest wynikiem udanego ataku – trzeba więc zachować higienę cyfrową i pamiętać o standardowych kwestiach bezpieczeństwa, przy czym dla programistów ta porada powinna być rozszerzona o zadbanie o bezpieczeństwo pobieranych paczek, bo ataki supply-chain nie tracą na popularności.
Czy ten artykuł był pomocny?
Oceniono: 0 razy



