Pracownicy Centralnego Urzędu ds. Zwalczania Przestępczości Cybernetycznej (Zentralstelle zur Bekämpfung der Internetkriminalität, ZIT) oraz Federalnego Biura Policji Kryminalnej (Bundeskriminalamt, BKA) 6 stycznia 2019 roku w godzinach wieczornych przeszukiwali dom podejrzanego o nielegalne udostępnianie danych o prawie tysiącu niemieckich polityków Bundestagu, Reginal Parliamene i polityków Unii Europejskiej. Wstępne dochodzenie wykazało, że wcale nie chodziło o grupę hakerów, ale o jednego człowieka. Działania wymierzone w czołowych polityków i dziennikarzy, jak twierdzi aresztowany 20-letni student, były sprowokowane wyborczą kiełbasą, którą politycy karmią społeczeństwo.

Oskarżony został przesłuchany 7 stycznia przez prokuratora i urzędników Federalnego Biura Policji Kryminalnej, następnie został zwolniony. Potwierdziły się zarzuty, które mu stawiano, czyli nielegalne udostępnienie numerów telefonów komórkowych, adresów do korespondencji, prywatnych rozmów rodzinnych, zdjęć z wakacji, rachunków, korespondencji pomiędzy politykami, e-maili z pracy i wiele więcej.

Mężczyzna podczas przesłuchania dostarczył dodatkowych informacji. Na przykład to, że zebrał dane osobowe od polityków, dziennikarzy i innych osób z publicznie dostępnych źródeł lub z poprzednich wycieków danych, które były dostępne w sieci. Wszystko udostępniał na koncie na Twitterze, które wcześniej przechwycił od youtubera, co dały mu znacznie większy zasięg i medialny rozgłos. Kopię zapasową wszystkich plików przechowywał na publicznie dostępnych kontach do współdzielenia plików. Do przestępstw wykorzystywał usługę VPN, która przez pewien czas pozwalała mu anonimowo łączyć się z Internetem.

BKA
W jaki sposób wpadł? Tego nie ujawniono. Niemiecka policja BKA mówi o „cyfrowych śladach”.

Niemiecki punkt widzenia przedstawia wyciek danych osobowych jako niegroźny dla bezpieczeństwa państwa. Stanowczo zaprzeczono, jakoby oskarżonemu udało się uzyskać dostęp do systemu niemieckiego parlamentu. Policja 28 grudnia zablokowała możliwość publikowania nowych informacji na Twitterze, czyli 48 godzin po ujawnieniu wycieku. A już 3 stycznia konto oskarżonego zostało zawieszone.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że oskarżony 20-latek nie należał do informatycznej elity. I wcale nie musiał. Przeprowadzanie socjotechnicznych ataków nie są takie trudne na jakie wygląda, co już nie raz udowodniliśmy na łamach AVLab. Niemieckie MSW dodało, że poinformowano członków niemieckiego parlamentu, co powinni zrobić po ujawnieniu prywatnych informacji o każdym z nich.

AUTOR:

Adrian Ścibor

Podziel się

Dodaj komentarz